

Z cyklu „Poznajemy najpiękniejsze miejsca naszego miasta”, z parasolami w ręku udaliśmy się na kolejną wycieczkę edukacyjno-warsztatową. Tym razem swoje kroki skierowaliśmy do pięknego miejsca jakim jest Pałac Branickich – po którym mieliśmy przyjemność być oprowadzani przez kustosza – edukatora – Panią Agnieszkę. Najpierw, wąskim korytarzykiem przeszliśmy do laboratorium edukacyjnego. Naszym zadaniem na dziś było wykonanie odlewu gipsowego pałacu. Ustawieni przy swoich stanowiskach pracy błyskawicznie zabraliśmy się do wykonania zadania. Należało działać szybko i z precyzją, bowiem miksturka w kubeczkach – czyli woda z gipsem jakoś dziwnie szybko gęstniała. – „Pracujemy jak mikser” – określił naszą pracę rąk jeden z kolegów. Po kilku minutach wszystkie foremki zostały zalane szarym płynem, który potrzebował czasu na związanie. My zaś w tym czasie udaliśmy się wąskim korytarzem za naszym przewodnikiem. Zasiedliśmy na kolorowych kafelkach przed okazałą ryciną pałacu i ogrodów z czasów Izabeli i Klemensa Branickich. Z przyjemnością słuchaliśmy opowieści pani Agnieszki o ogrodach, nasadzeniach kwiatowych jak i wielu gatunkach drzew owocowych. Wspólnie przeliczyliśmy rzeźby i posągi. Nie sposób było też nie zauważyć miniatury altany nazywanej „Pawilonem pod orłem”.
Z dziedzińca udaliśmy się na zwiedzanie sal muzealnych stylizowanych na dawne gabinety lekarskie. Wszystko tu było inne. Pierwsza sala, to „apteka z duszą”, wypełniona ogromnymi regałami, dziwnymi szklanymi naczyniami, buteleczkami, słojami, z których unosiły się niecodzienne zapachy. Mogliśmy zobaczyć jak dawniej robione były tabletki. Kolejne sale, to dawne gabinety lekarskie: stomatologiczny i okulistyczny. I chociaż w każdej gablocie była niezliczona ilość narzędzi, nie odnaleźliśmy wśród nich takich z jakich obecnie korzysta nasz pan doktor. Na tym właśnie polega specyfika muzeów. Bardzo podekscytowani wracamy do laboratorium sprawdzić wynik naszego eksperymentu. Z silikonowych foremek ,ostrożnie wyjmujemy gipsowe odlewy. Pałac jak w oryginale. Dumni, zadowoleni ze swojej pracy i możliwości zwiedzenia kolejnego miejsca, wracamy do przedszkola na gorący obiadek, bo…trochę chłodno było tego dnia.
Odwiedzenie tego miejsca polecają „Myszki”

























